No to co? zapytacie jak było?
Gwarno, kolorowo, tanecznie i sportowo
(mnóstwo dzieci i ani jednego komara)
Komary wyprosił pan Adam, rytmy muzyczne to robota pana Jurka (znanego w pewnych kręgach jako smętny szeryf lub wesoły bosman), rej wodziła pani Renia, konkursy zaplanowała pani Janeczka a prezenty pani Basia. No i mieliśmy patrona – lodami częstował LEWIATAN. Zabawę zaszczycił nawet biały misiu – podobno przybył do nas prosto z krainy śniegu.



No dobrze, dobrze a dzieci?
Dzieci nie zawiodły. I te najmłodsze – lekko jeszcze onieśmielone, ale zaciekawione i te starsze obyte – bo to przecież nie pierwsza ich impreza. Na parkiecie królował Ksawery. W zapasach i wyścigach nie było przegranych – wszyscy dotarli do mety, a kto się przewrócił ten wstawał i walczył do końca. A na koniec festiwal kolorów. Sami zobaczcie ile w naszych dzieciach drzemie finezji i smaku. A lody? WSZYSTKIM BEZ WYJĄTKU BARDZO SMAKOWAŁY (!).








